Sen..

Jest czwarta w nocy.. Nie mogę zasnąć. Chciałabym sobie pomóc. Jest mi trudno.. Trudno w relacjach z innymi, trudno w relacjach z samą sobą.. Napisałam do znajomej ze szpitala, która choruje na to samo co ja.. Ona jest w tym bardziej doświadczona.. Może powie mi co mam zrobić.. Jakie kroki podjąć. Chciałabym funkcjonować normalnie.. Chciałabym..

Nowy rozdział.

Jest! Udało mi się! Tak cholernie mi się udało! I wiecie co? Cieszę się. Rzekłabym nawet, że jestem szczęśliwa. Wiecie czemu? Bo to cholerne choróbsko nie przeszkodziło mi w zdaniu matury! :D Taka mała rzecz, a cieszy. I tu przypomniał mi się żart. Uwaga uwaga. Ala opowiada żart! Haaalo! Będzie DowCip! Dooowcip będzie! Ekhm. Więc. „Masochistę Andrzeja użądliła osa. Taka mała rzecz a cieszy. ” Hahaha. Dobre, nie? No ej. No ja się śmiałam jak go pierwszy raz „usłyszałam”.
Może i nie udało mi się napisać na najwyższe wyniki, ale mimo to jestem z siebie dumna. Bo wiecie co? Ten rok był cholernie ciężki.. Kto wie czy nawet nie najcięższy w moim życiu.. Nigdy wcześniej moje życie nie przypominało bagna bez dna.. Nigdy wcześniej nie leżałam na dnie bagna bez dna.. Bez ruchu.. Bezwładnie.. Większość dni nie byłam zdolna normalnie funkcjonować. Olanzapina zabrała mi jakiekolwiek kreatywne myślenie. Antydepresanty otumaniły mnie jeszcze bardziej. Kto tu mówi o „uczeniu się”, w każdym bądź razie przychodziło mi to z trudem. Większość czasu spałam.. W szkole spałam, bo osiem godzin snu to było dla mnie zdecydowanie za mało. Po szkole piłam kawę i dalej spałam. Jak wreszcie się obudziłam to grałam na gitarze „Poznajmy się” .. „Powiedz co o mnie wiesz.. Jak dobrze mnie znasz.. Po kim mam taki lęk, gdy zostaje znów sam.. Gdy dopada mnie chaos.. Nie zezwala na sen.. Zabrania mi się cieszyć że przyjdzie lepszy dzień..” am, F, C, G, am, F, C, G, am, F, C, G i tak w kółko.. Lub po prostu gapiłam się w sufit.. Oczywiście czasem otwierałam książki. Czasem nawet często. Ale co z tego, kiedy moje myśli uciekały w zupełnie inną stronę? Co z tego kiedy zapamiętanie paru słówek graniczyło z cudem. To nie tak, że mi się nie chciało, że nie bałam się zbliżającego maja. Ja wręcz srałam w gacie. Tylko byłam bezsilna.. Nie miałam sił na codzienne wstawanie z łóżka a co dopiero uczenie się! A dni mijały.. Choć mnie wydawało się że wleką się jak truposz bez nogi one biegły szybko.. Bardzo szybko.. Święta Bożonarodzeniowe. I bum! Czas wziąć się za książki! Studniówka! To jest ostatni moment Alu! Trzy miesiące. Dwa miesiące. Miesiąc. Tydzień. I co? I napisałam.
Ustny angielski którego się najbardziej bałam zdałam najlepiej.. Bo to mi przypadł najłatwiejszy zestaw. Szczęściara, prawda?
A więc. Co czuje? Czuję ogromną ulgę, że podołałam i po drodze się nie pochlastałam. Choć było w chuj ciężko. Choć czasem mało brakowało. Dziś kończy się jeden rozdział mojego życia. Jutro zaczyna drugi. Gdzie mnie poniesie? Na jaką drogę teraz wskoczę? Zobaczymy. Boje się cholernie, bo to co przeżyłam tego roku to był pikuś w porównaniu co czeka mnie teraz. Trzymajcie kciuki żeby ten strach był tylko i wyłącznie budujący a nie paraliżujący. Czy dam sobie radę? Na pewno. Z mniejszymi czy większymi upadkami. Dam sobie radę.

Początek..

Pierwszy głos który usłyszałam w moim życiu mówił: Odpocznij. Od tego się zaczęło. Żyłam w tym czasie na 200% bo tak bardzo chciało mi się żyć. Kiedy otworzę stronę w swoim kalendarzu na tym tygodniu jest zapisana po brzegi.. Tyle wtedy planowałam i robiłam różnych rzeczy. Chciałam z wszystkimi porozmawiać. Z wszystkimi się spotkać. Wszystkich zarazić swoim uśmiechem. Wszystko posprzątać. Wszystkim pomóc. Wszystko przeczytać. Przyswoić każdą informacje.. Każdą. I wiecie co? Udawało mi się to bez problemu! Radziłam sobie nawet z angielskim! Prawie nie jadłam, zapominałam się umalować, zresztą i tak czułam się piękna, bez makijażu. Chciałam się uzewnętrznić bo zaakceptowałam swoje ja i pragnęłam wszystkim pokazać jaka jestem! Jaka jestem cudowna! Zakochałam się w Bogu i zakochałam się w sobie.. Latałam i dziękowałam Jemu każdą swoją myślą.. Prawie nie spałam. Myślałam że to On mnie tak uskrzydla, myślałam że to Bóg, że to dzięki Niemu.. Ten mój zapał był wspaniały, trochę za nim tęsknie.. Tylko ten cały natłok rzeczy które tak usilnie chciałam zrobić, zmęczył mnie do tego stopnia, że straciłam kontrole nad głosem w mojej głowie.. Który na początku cicho i spokojnie szeptał: Odpocznij Alu.. Który na początku mnie zaskoczył, a nie przestraszył.. Z którego nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jest niebezpieczny..
I stało się.. Zwariowałam. Nie byłam już sobą. Byłam tylko tym głosem. Dopuściłam go aby przejął sto procent mnie, moich myśli i moich słów. To było straszne. To było okropne. To nie tak że ja mu uwierzyłam, o nie.. Mnie przy tym nie było. On mnie wtedy owładnął.. Do reszty, bez reszty..
Strasznie żałuję, że byłam na tyle głupia i nie zauważyłam co się święci. Przecież tyle o tym czytałam. Przecież interesowałam się psychologią. Powinnam od razu wiedzieć co się dzieje. Powinnam do cholery! A co zrobiłam? Pozwoliłam się spakować do samochodu. Pozwoliłam się zawieźć do szpitala. Pozwoliłam bez żadnych protestów (ok, poza tym jednym) ubrać sobie białe kapciuszki i zaprowadzić siebie na Odział 1, do sali nr 1. Ja na to wszystko pozwoliłam.. A ten głos tylko się śmiał, tak potwornie się ze mnie nabijał i ja też cały czas się śmiałam. Jak wsiadałam do samochodu.. Jak jechałam do szpitala.. Jak czekałam na przyjęcie.. Bo wiecie. To było takie śmieszne.. To było tak cholernie śmieszne co on mi mówił.

Równowaga..

Cała dygocze.. Znów mną zachwiał.. Tylko on tak potrafi.. W jednym momencie.. Czym najbardziej? Obojętnością.. Brakiem czasu.. Brakiem słów.. Pominięciem. Z drugiej strony tylko on potrafi pokazać mi wartość, ofiarować czas i dać słowo którego się złapie kurczowo i co? i potrafię żyć..
Ale wróćmy. Dziś mną zachwiał i piszę to ze łzami na policzku i na brodzie.. Jest mi przykro bo znów żebrze, o chwilę, o słowo o uśmiech.. A on powinien mi to dawać z radością. Powinien, więc czemu tak nie jest? Co robię źle?
O nie Ala. Nie zapędzaj się w wyrzuty sumienia.. Przecież tak nie można.
Więc jaki mamy plan? Dać mu czas? Spokój?
Nie Alu, dać SOBIE czas.. Odetchnij, uspokój się.. Przecież dobrze wiesz. Do miłości nikogo nie zmusisz.. Jesteś silna, przecież wiem. Tylko odłóż złość na bok. Ona nie jest dobrym doradcą. Przestań się ubiegać o uwagę, nie stój jak piesek z piłeczką w pysku.. Żyj.. Całkiem obok.. Przestań mieć go w centrum, pokaż, że też masz swoje życie..
Tylko bez złości.. Bez złości Alu..

To przykre..

Dziś miałam dobry dzień. Rozmawiałam z nim. Choć nie fizycznie.. Każda rozmowa z nim daje mi ogromnego kopa.. Ogromną motywacje. Więc taka zmotywowana wstałam z łóżka i żyłam.. Przez chwilę, ale jednak.. Dziękuje.

Tobie też dziękuje, że tu jesteś i to czytasz.. Choć nie pozostawiasz śladu, a szkoda..

Czuje bezradność wobec życia.. Czuje bezradność wobec Ciebie.. Bo to czy My będziemy mieli prawo istnienia leży teraz w Twoich rękach.. To czy pójdziemy dalej czy nasze My rozbije się o skały.. Wiem że nie jest prosto mnie Kochać.. Wiem też że nie powinnam o to żebrać.. To nie jest dobra postawa.. Ale, przepraszam bo to ja zawiniłam.. To przeze mnie nasz świat stał się pusty.. Nasze dłonie się rozeszły a usta zapomniały swojego smaku.. Wybacz mi, proszę..

Dzisiaj też zauważyłam, że moja mama nie umie ze mną rozmawiać, boi się.. Krępuje.. Tak jakby to że jestem inna jeszcze bardziej ją paraliżowało. Nie ufa mi tak samo jak ja nie ufam jej.. Może gdybym zaczęła się starać.. Może gdybym zaczęła się otwierać.. Nie, to niemożliwe. Musiałby stać się cud.. Zresztą o czym miałybyśmy mówić?
Co u mnie? Co u niej? Zabawne.. Więc mijamy się ciągle w domu.. Udając że jesteśmy zdrową rodziną a najmłodsza córka ma problemy z sercem a nie jest chora psychicznie.. Każda bajka jest dobra. Nie mów nikomu. Tak będzie lepiej.
To przykre, że z niedostatecznej wiedzy ludzi biorą się takie mity odnośnie schizofreników.. To przykre.

16 czerwca 2017

Cześć. Jestem Alicja. Miło mi Cię poznać. Mam prośbę.. Czytając moje wpisy wyobraź sobie jak otwierasz zeszyt z wizerunkiem niebieskiego kolibra na okładce. Wyobraź sobie mój podpis na pierwszej stronie.. Wyobraź sobie jak przerzucasz kartki pomijając moje wiersze, bo szczerze mówiąc nie jestem pewna czy je też chciałbyś przeczytać. Chciałbyś?
.
Wiesz jak to jest gdy wszyscy patrzą na Ciebie tym wzrokiem? Czy wiesz jak to jest zmienić się z niewysokiej chudej brunetki w to coś czym teraz jestem..? Kiedy on mówi Ci te wszystkie przykre rzeczy bo jest trochę pijany, a potem Ty płaczesz i chcesz zamienić się w nicość? Bo przecież to nie Twoja wina, że te leki mają taki skutek uboczny.. Przecież to nie moja wina, że to wszystko się wydarzyło. Przecież nikt sobie nie wybiera życia, losu, schizofrenii..

Spadam.. Kolejny raz, i czuje się zbyt ciężka by ktokolwiek mnie podniósł..
Dramatyzuje, wiem, ale postaw się w mojej skórze..
Dotknij tego co jest w środku.. Jeśli chcesz możesz to zabrać. Tylko ostrzegam.. Życie z tym nie jest łatwe.
Jestem nieobecna. Zawisłam pod ziemią w króliczej norze i dyndam na wietrze. Tak, tam też wieje wiatr.. Jak to możliwe? Opowiem Ci innym razem..

10 czerwca 2017

Pomożesz mi?
Michał?
-Co się dzieję..?
Nie wiem.. Jest strasznie.. I jestem sama.. I nie ma nikogo.
I to potęguje.
Ale może jestem warta choć jednego wspomnienia.. Więc się ratuje.. Przepraszam.
-O czym mówisz Alka?
Ona wszystko psuje, wiesz?
To mnie najbardziej.. Boli…
Ona nie psuje tylko ducha ale i nawet ciało..
Myślałam, że to nie ma większego znaczenia..
A gówno prawda..
Ma znaczenie
Ten świat jest pusty
I wiesz.. Tak cholernie mi przykro
-Wiem, mi też czasem jest przykro
Ja nie jestem zbyt silna żeby sobie z tym poradzić..
-Jesteś silniejsza niż Ci się wydaje..a

31 maj 2017r

Bardzo brakuje mi zainteresowania a z drugiej strony chce być sama. Dziś jeszcze nie czuję się tak tragicznie, przecież wstałam, uśmiechałam się..
I nagle zdaje sobie sprawę że jedyne słowa jakie wypowiedziałam dzisiaj to „mamo kup mi wodę”.
Czuję irytację..
I jest! Mój nowy znajomy..
Może on wykaże zainteresowanie. Oby. Cicho w duszy tylko tego pragnę.
To niebezpieczne, wiem.. ale cóż mogę poradzić..